LIPIEC: LAUR

Tadeusza Ślimakowskiego trzy rzeźby w metalu

Tegoroczne lato przebiega pod znakiem wielkich sportowych wydarzeń. W pierwszej połowie lipca największe emocje obok dorocznego Wimbledonu (którego pierwsza edycja odbyła się 1877 r.), Tour de France (organizowanego od 1903 r.) rozpala rozstrzygająca faza rozgrywanych w Niemczach Finałów Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Od 24 lipca czekają nas XXXIII letnie Igrzyska Olimpijskie organizowane w Paryżu. Stolica Francji gości je po raz trzeci w historii. Wcześniej miało to miejsce w roku 1900 (a więc zaraz po pierwszej nowożytnej Olimpiadzie w Atenach z roku 1896), a potem jeszcze 24 lata później.  

Z tej okazji wybraliśmy z naszej kolekcji jako obiekt miesiąca trzy rzeźby o tematyce sportowej: Po rekord, Kolarze, Start, autorstwa Tadeusza Ślimakowskiego, artysty urodzonego w Krakowie 28 czerwca 1915 r., ale przez większość życia związanego z Chorzowem. Po wybuchu II wojny światowej we wrześniu zmobilizowany, walczył jako oficer zwiadowca. Ranny i wzięty do niewoli, więziony był w obozach jenieckich w Cieszynie i Stalag VIIIA w Görlitz-Moys i Ostrzeszowie. W marcu 1940 r. zwolniony jako inwalida wojenny, wrócił do Krakowa. Tu w 1945 r. rozpoczął studia na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem Jerzego Fedkowicza. Z powodu trudnych warunków materialnych musiał je jednak przerwać. Przeprowadził się na Górny Śląsk, podejmując zatrudnienie w przemyśle węglowym, jednocześnie nawiązał kontakt ze Spółdzielnią Pracy Artystów Plastyków. W 1950 r. zrezygnował z etatowej pracy, poświęcając się malarstwu, a od 1954 także rzeźbie. Ostatecznie zamieszkał w Chorzowie. Ślimakowski był twórcą o dużej samoświadomości oraz zwolennikiem nowości w sztuce. Dość powiedzieć, że od 1953 r. wraz z Ireną Bąk, Zdzisławem Bilińskim, Urszulą Broll, Krystyną Broll, Stefanem Gajdą, Klaudiuszem Jędrusikiem, Hilarym Krzysztofiakiem, Marią Obrembą, Zdzisławem Stankiem i Konradem Swinarskim tworzył grupę ST-53. Był wieloletnim sekretarzem Sekcji Rzeźby Zarządu Okręgu Związku Polskich Artystów Plastyków w Katowicach. W 1963 r. współorganizował Galerię Rzeźby Śląskiej w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie (dziś Park Śląski), zamieszczono w niej jedną jego pracę Lot. W chwili otwarcia prezentowano w niej 19 rzeźb autorstwa 12 twórców.  

Ślimakowski okazał się artystą wszechstronnym – zajmował się poza wymienionymi już malarstwem i rzeźbą także medalierstwem, scenografią i projektowaniem. W przestrzeni Chorzowa pozostawił wiele prac rzeźbiarskich. Za największe osiągnięcie w tej mierze uważał rekonstrukcję Pomnika Powstańca Śląskiego (zrealizowaną wspólnie z Henrykiem Gorajem, a początkowo także ze Stefanem Chorembalskim, bratem Wincentego, twórcy pomnika z 1927 r.). Nowa wersja dzieła stanęła na Placu gen. Aleksandra Zawadzkiego (obecnie Powstań Śląskich) w 1971 r. jednak w świadomości mieszkańców miasta Ślimakowski zapisał się już wcześniej. Na początku 1958 r. w „Życiu Chorzowa” informowano o otwarciu po remoncie kawiarni „Nasza” (znajdowała się przy ul. Bieruta 3, obecnie Faski). Budynek podczas powstawania estakady nad chorzowskim rynkiem zburzono, utrwalony został jednak na jednym z kadrów popularnego w Polsce w latach siedemdziesiątych serialu Daleko od szosy w reżyserii Zbigniewa Chmielewskiego. Wystrój lokalu powierzono Tadeuszowi Ślimakowskiemu i plastykom pracującym pod jego kierunkiem. Chociaż doceniono wówczas artystyczne walory przygotowanych dekoracji, wskazano jednak na ich mało przytulny, niezachęcający do odpoczynku charakter.  

W numerze 16. „Gońca Górnośląskiego” z 1960 roku poświęcono Tadeuszowi Ślimakowskiemu, mieszkającemu wówczas z żoną Wandą przy chorzowskiej ul. Ludwika Szabatowskiego (obecnie Górnośląska) osobny artykuł. Zaznaczono, że w mieszkaniu małżeństwa znajdowały się nie tylko prace plastyczne artysty, ale także jego projektu meble. Ślimakowski powiedział wtedy: „Każdy artysta plastyk, jeżeli chce coś powiedzieć na temat swojej współczesności, musi się znać na wszystkim, musi znać literaturę, muzykę, zagadnienia gospodarcze, musi bieżąco czytać gazety, chodzić do kina i teatru”. Jako zwolennik sztuki abstrakcyjnej uważał, że „malarstwo wymaga myślenia, ciągłego doskonalenia wrażenia, coraz lepszego wyrażania odczucia ze strony artysty […]”.  

Tadeusz Ślimakowski zmarł 18 maja 1988 r. Prace pozostawił żonie Wandzie, po której w 1990 r. przejął je Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych w Chorzowie. Ten przekazał kolekcje w 1992 r. do Muzeum w Chorzowie (w roku 2022 stało się ono częścią Muzeum Hutnictwa). Posiadana przez nas spuścizna Tadeusza Ślimakowskiego obejmuje 135 obrazów olejnych, 20 rysunków i 65 rzeźb (powstawały w latach 1950–1980). Spośród nich wybraliśmy trzy, wskazujące na zainteresowanie artysty sportem, ale przede wszystkim ciałem ludzkim w ruchu – Po rekord, Kolarze, Start.  

Dodajmy w tym miejscu, że kameralne formy rzeźbiarskie wykonywane m.in. z drutu, prętów czy blachy repusowanej stanowią istotna część dorobku twórcy. To często abstrakcyjne, przestrzenne kompozycje ażurowane, ale także wizerunki, form biomorficznych, ptaków i ludzi.  

Już odbił się, już płynie! Boską równowagą
Rozpina się na drzewcu i wieje, jak flagą,
Dolata do poprzeczki i z nagłym trzepotem
Przerzuca się jak gdyby był ptakiem i kotem 

Kazimierz Wierzyński Skok o tyczce 

 

Po rekord

z 1976 r. to rzeźba pełna, figuralna, przedstawia skoczka na długiej, 80 centymetrowej, w łuk wygiętej tyczce. Postać łączy się z tyczką obiema rękoma i przylega doń prawym biodrem. Giętkie ciało sportowca płynnie wygina się w łuk od ręki prawej przez korpus po obie wysoko uniesione nogi, co stwarza efekt harmonijnego i dynamicznego gestu będącego epifanią sprawności i wdzięku, z jakim porusza się wysportowane ciało. Zarówno głowa tyczkarza o kształcie zbliżonym do walca, a od góry wklęsła, jak i pozostałe części ciała zostały uproszczone i skubizowane z giętych i zespawanych pasów blachy. W miejscach spawów pojawiają się ostre krawędzi. Całość zyskuje cechy kunsztownej elegancji i umiaru.  

 Oto jest podróż wielka początku i końca
Pośród planet rozpięta na kole transmisji,
Człowiek, istota boska i triumfująca,
Nad światem, jak tablica z drogowskazem wisi. 

Kazimierz Wierzyński: Gaj Akademosa  

 

Kolarze

powstali w tym samym, co Po rekord roku, to rzeźba pełna, wykonana z wielu fragmentów miedzianej blachy, formowanej przez gięcie i repusowanie. Przedstawia grupę pięciu zdających się finiszować kolarzy. Trzech walczy o najwyższe podium – to sylwetki niemal równolegle z przodu, dwóch z tyłu już w pewnych odstępach wyraźnie za czołówką. Całość przedstawiona została w sposób minimalistyczny. Rowery artysta zredukował do samych obręczy, bez szprych ani jakichkolwiek innych elementów, co daje znakomity, zarazem nie tracący czytelności efekt. Ciała sportowców, jak wspomniano, z wyczuciem uproszczone praktycznie pozbawione są modelunku, spłaszczone, każde wygięte niejako w kształt odwróconej litery „U” (na którą składają się: jedna noga, tułów i ręce), z zygzakiem nogi wewnątrz tej litery i niewielką głową doklejoną nad rękami. W rzeźbie tej ujawnia się nie tylko wrażliwość artysty, jego warsztatowa sprawność, ale fantastyczna wprost umiejętność potraktowania stali jako okazji do wyrażenia artystycznych idei.  

 Ach – stopy już poderwał alarmowy sygnał 
Klin powietrza się przez gardło aż do bólu wbił,
Galop ruchu mnie poniósł, oddech z piersi wygnał
I z wszystkich żył pompuje coraz więcej sił. 

Kazimierz Wierzyński: 100 m 

 

Start

to rzeźba pełnoplastyczna o kompozycji dynamicznej, diagonalnej. I ona ludzkie ciało przedstawia syntetycznie. Oto ujęta postać mężczyzny – biegacza, uchwycona w momencie przechodzenia od pozycji startowej do biegu, radykalnie uproszczona i skubizowana. Głowę podobnie jak w sylwetce rzeźby Po rekord zbliżono do kształtu walca. Tors zawodnika jest płaski, plecy wygięte w harmonijny łuk. Prawa ręka gwałtownie wyrzucona w przód, lewa zgięta do tyłu; prawa noga z przodu i zgięta w kolanie lewa wyprostowana z tyłu. Tę intrygującą pełną wdzięku, dynamiki, pochwały ruchu kompozycję artysta wykonał z pasów blachy (białego metalu) nierównej szerokości, łagodnie wygiętych, łączących się ze sobą ostrymi krawędziami w miejsca spawania.  

Wszystkie zaprezentowane rzeźby są wykonane z metalu, który w rękach artysty nabiera wyjątkowej lekkości i giętkości, dynamiki, a jednocześnie siły, stając się materiałem idealnie plastycznym, a siłą ich ekspresji prezentowanych jest radykalny minimalizm.  

Tak jak pierwszy pochodzący z Królewskiej Huty rzeźbiarz (syn hutnika) Theodor Kalide pozostał jako artysta wierny materii hutniczej, tak zamieszkały w Chorzowie (obecna nazwa dawnej Królewskiej Huty) Tadeusz Ślimakowski tworzył m.in. w metalu, a więc szlachetnym tworzywie pobudzającym ludzką wyobraźnię i pozwalającym wyrazić pochwałę sztuki. 

Do rangi symbolu urasta miejsce powstania (Chorzów) rzeźb Po rekord, Kolarze Start oraz ich ekspozycji, czyli Muzeum Hutnictwa w Chorzowie, przywołują bowiem pamięć hutniczego etosu nie tylko w wymiarze produkcji stali do celów użytkowych, ale także artystycznych. Przypominają, że Chorzów to nie tylko miasto przemysłu, ale i związanej z nim sztuki, a huta to nie tylko miejsce wytwarzania stali, ale przestrzeń inspiracji twórczych. Dodajmy, że w chwili gdy powstawały prezentowane rzeźby Ślimakowskiego miasto było także prężnym ośrodkiem sportu, którego przedstawiciele osiągali niejednokrotnie wybitne wyniki. A stal jako tworzywo artystycznej inwencji przypomina o jeszcze jednym, poetyckiej wrażliwości tych, którzy wnikają w fenomen hutniczego powołania. Wszak i Walenty Roździeński, pisząc pierwszy w języku polskim tekst o pracy kuźników i gwarków Officina ferraria… posłużył się wierszem.  

Jacek Kurek 

 

 

ARCHIWUM

CZERWIEC: Islandzkie opowieści…

17 czerwca w Islandii obchodzony jest Dzień Niepodległości. Z tej okazji prezentujemy cenny XVII-wieczny wolumin islandzki pochodzący z naszej kolekcji

Landnámabók (Księga o Zasiedleniu), to dzieło pierwotnie spisane w XIII w. opisujące historię zasiedlania dzisiejszej Islandii.
Dla narodu islandzkiego jest to tak ważna pozycja w literaturze, jak dla Polaków drukowane wydanie Roczników czyli kronik słynnego Królestwa Polskiego Jana Długosza. Spisany w średniowieczu Landnámabók wymienia m.in. Wikingów – pierwszych osadników wyspy. Opisuje 1400 osad i 3000 historycznych postaci. Dzieło to jest bardzo cennym źródłem wiedzy o przodkach dla mieszkańców Islandii.

 

Islandzkie opowieści… 

 autor: dr Jacek Kurek

Och, trudno nie tęsknić za Islandią, tą najdziwniejszą w świecie krainą, 
ulepioną z ognia i lodu.
Andreas William Heinesen

 

Dzień Niepodległości upamiętnia ogłoszenie w 1944 r. wyspy niezależną republiką (aż 97% biorących udział w głosowaniu Islandczyków opowiedziało się za zerwaniem unii personalnej z Danią). Dzień proklamacji Republiki nie był przypadkowy – świętowano bowiem wtedy także urodziny bohatera narodowego Jóna Sigurðsona (1811-1879) – orędownika niepodległości Islandii. Po śmierci Sigurðsona nazywanego „forsetim” (prezydentem), gdyż był Prezydentem Stowarzyszenia Literackiego, zaczęto w rocznicę jego urodzin organizować demonstracje patriotyczne, chociaż nie obyło się bez sporów dotyczących dróg dążenia do niepodległości. Trzeba jednak podkreślić, że w stulecie urodzin Jóna świętowanie miało już charakter ogólnokrajowy. W związku z czerwcowym świętem Islandczyków postanowiliśmy jako obiekt miesiąca pokazać odwiedzającym nas Gościom cenny XVII-wieczny wolumin islandzki znajdujący się w naszych zbiorach. 15 marca tego roku specjalnie by zobaczyć księgę przyjechał do nas ambasador Islandii Hannes Heimisson, któremu towarzyszyła prof. Maria Sibińska z Uniwersytetu Gdańskiego i Emiliana Konopka z Ambasady Islandii. Prezentowany starodruk to pierwsze wydanie, z 1688 r. Nadmieńmy jeszcze, że na całym świecie zachowało się jedynie 30 egzemplarzy tej edycji.  

Początki 

Na wyspie znajduje się 10.000 wodospadów i 130 wulkanów, w tym 15 czynnych, a także największy w Europie Park Narodowy Vatnajökull, tymczasem nie mniej  niż przyroda fascynująca jest historia tego wyjątkowego miejsca. Najpewniej pierwszymi osadnikami byli Wikingowie z Norwegii oraz przybysze celtyccy: szkoccy i iryjscy. Za pierwszego osadnika  uznawany jest jednak Ingólfur Arnarson, wódz z Norwegii, który do brzegów wyspy dopłynął w 874 r. Miał tu zbudować farmę, na miejscu której znajduje się dziś Reykjavik. Jednakże niewykluczone, że pierwsi osadnicy na wyspie pojawili się już VIII wieku, a byli nimi wspomniani szkoccy i irlandzcy mnisi. Prowadzone niedawno przez Larsa Einarssona w Stöðvarfjörður we wschodniej Islandii wykopaliska odsłoniły pozostałości budynku, którego wiek sięga czasu nieco wcześniejszego niż rok 800. Konstrukcja obiektu i znalezione w nim przedmioty są typowe dla Skandynawii w okresie wczesnego średniowiecza. Nie sposób jednak autorytatywnie stwierdzić, że budowniczy domu byli Skandynawami. Archeolodzy odnaleźli na stanowisku wiele przedmiotów codziennego użytku oraz rzeczy wartościowe, takie jak pierścień i srebrne monety. Oprócz tego również chalcedon, co udowadnia, że mieszkańcy znali się na obróbce kamienia. Einarsoon jest zdania, że stanowisko w Stöðvarfjörður nie było gospodarstwem osadników, a tymczasowym miejscem pozwalającym rozeznać teren pod ewentualne osadnictwo.  

Dawne Księgi 

Wprawdzie początki kolonizacji Islandii toną w mrokach tajemnicy, to jednak przełom IX i X wieku jako czas przybycia na wyspę Normanów dyskusji nie podlega. To oni w 930 r. rozpoczęli zwyczaj dorocznych zgromadzeń wszystkich wolnych mieszkańców wyspy na równinie Thingvellir – Althing. Uznaje się to za początek parlamentaryzmu. Zgromadzenie Althing w 1000 r. zdecydowało o przyjęciu chrześcijaństwa (naciskał na to król Norwegii Olaf I Tryggvasson, z którym Islandia miała wówczas zawarte porozumienie). Pierwsze biskupstwo powstało w Skálholcie pół wieku później – w 1056 r., założył je Ísleifur Gissurarson. W latach 1117-1118 dotychczas przekazywane ustnie prawa Althingu zostały spisane. W 1133 roku powstał pierwszy na Islandii klasztor ufundowany w Þingeyri (fiordy zachodnie). Od tego momentu klasztory stawały się istotnymi centrami dla krzewienia literatury i edukacji.  

O tym, jak wyglądało wówczas życie osadników na wyspie, opowiada Księga Osadnictwa z XII/XIII w. – Landnámabók, której autor Ari Thorgilsson wskazuje Wikingów jako pierwszych osadników. Opisuje 1400 osad i 3000 historycznych postaci. Landnámabók powstał w tzw. złotej epoce pisania sag, czyli klasycznej literatury średniowiecznej po islandzku w archaicznym języku. W Islandii przez ostatnie 1000 lat język nie został poddany zbyt wielu zmianom, zatem współcześni mieszkańcy wyspy mogą czytać stare sagi z o wiele większą swobodą niż na przykład Polacy staropolskie. Jest to jedyny taki język w Europie – jednocześnie jeden z najtrudniejszych. 

W zbiorach Muzeum Hutnictwa znajduje się pochodzący, jak już wspomnieliśmy,  z 1688 roku starodruk islandzki zawierający trzy księgi:  średniowieczny Landnámabók oraz późniejsze: Schedae Ara Prestz Froda Um Island (Karty Ariego Frody z Islandii) z opisem przedkolumbijskiego odkrycia Ameryki przez wikingów (Winlandii) oraz historią Islandii i Grenlandii a także Gronlandia z opisem tej odkrytej przez Islandczyków wyspy. Odkrycie i kolonizacja Grenlandii miały mieć miejsce w 981 r. i były dziełem Eirikura (Eryka Rudego), ojca Leifura Eirikssona. 

Schedae Ara Prestz Froda Um Island (znane również jako Islendingabok” lub The Small Landnamabok) stanowi jedno z najwcześniejszych źródeł dotyczących odkrycia Ameryki przez ludy nordyckie, i zawiera jedno z najdawniejszych odniesień do „Wineland” („Vinland” – tj. część Ameryki Północnej, dziś identyfikowana jako Nowa Fundlandia), jedną z pierwszych drukowanych relacji z odkrycia Grenlandii. Jest zatem jednym z najważniejszych dzieł islandzkiej historii, pierwszą islandzką historię napisaną w języku staronordyckim. Jej autor – Ari Frode Thorgillsson jest prawdopodobnie najważniejszym islandzkim historykiem, pomimo tego, że wskazana praca jest jedyną, o której wiemy na pewno, że została napisana przez niego. Oprócz tego, że jest pierwszym islandzkim autorem piszącym w języku staronordyckim, to także pierwszy ze wszystkich islandzkich historyków, który, jak już mówiliśmy, wspomina o Wineland. Ów przełomowy fragment opisujący odkrycie i nazwanie Grenlandii oraz legendarną wzmiankę o Wineland („Vinland”) znaleźć można na stronie 6: „Ten kraj, który nazywa się Grenlandią, został odkryty i skolonizowany z Islandii. Eryk Rudy [Eirekr enn Rauthi] był imieniem człowieka, mieszkańca Breidafirth, który wyruszył stąd i osiedlił się w tym miejscu, które od tego czasu nazywa się Ericsfirth [Eiriksfiorthr]. Nadał nazwę krajowi i nazwał go Grenlandią, mówiąc, że musi przekonać ludzi do udania się tam, jeśli kraj ma dobrą nazwę”. 

Gronlandia powstała prawdopodobnie w XIII w., a najstarszy zachowany rękopis (Flateyjarbók) pochodzi ze stulecia XIV. Nazywana jest jedną z Sag Winlandzkich, opowiadających historię podróży Eryka Rudego i jego dzieci (Leifa Szczęśliwego, córki Freydis i synowej – law Gudrid) na Grenlandię i Nową Fundlandię. Tekst ukazał się drukiem pod koniec XVII w. Kompilatorem opowieści był Arngrímur Jónsson z przydomkiem Uczony. 

Księgi wciąż obecne 

W XVII stuleciu, z którego pochodzą cenne islandzkie księgi znajdujące się w zbiorach Muzeum Hutnictwa, powstały też słynne Psalmy Pasyjne Hallgrímura Péturssona (1614-1674). Nieco wcześniej, w 1584 r. wydano Biblię w języku islandzkim (a Nowym Testamentem w rodzimym języku Islandczycy dysponowali od 1540 r.). Siedemnaste stulecie obfitowało także w wydarzenia dla Islandii dramatyczne. W 1602 r. wprowadzono duński monopol handlowy, a w 1662 r. król Danii ogłosił się władca absolutnym wyspy. W 1625 r. po raz pierwszy spalono na wyspie kobietę pod zarzutem uprawiania czarów, a w 1627 r. muzułmańscy piraci uprowadzili do Turcji kilkuset Islandczyków. Konsekwentnie jednak kultura Islandii rozwijała się, a jej mieszkańcy dojrzewali, zwłaszcza od stulecia XIX, do myśli o samodzielności państwowej. Chociaż liczył zaledwie 200 mieszkańców w 1786 r. Reykjavik stał się stolicą Islandii.  

Dodajmy jeszcze, że Islandczycy są narodem, który w przeliczeniu na jednego mieszkańca posiada najwięcej książek. Nie jest to tylko symboliczne. Islandczycy dużo czytają, co ciekawe, bardzo często sami piszą i wydają książki. Obecnie na jednego mieszkańca przypada tu więcej książek niż w innych krajach. Na 300 tys. mieszkańców, 30 tys. to pisarze. Zupełnie niedawno obowiązywało jeszcze rozwiązanie umożliwiające uzyskanie stypendium nadawanego przez islandzki rząd dla tych, którzy pragnęli napisać swoją książkę