Muzeum Hutnictwa w Chorzowie
Technika i codzienność huty w jednym miejscu. Muzeum Hutnictwa od 2021 r. chroni materialne i niematerialne dziedzictwo hutnictwa. Równolegle opowiada historię regionu i miasta.
Dzisiejszy Chorzów jest miastem z ognia. Hutnictwo, jako przemysł dominujący, w ciągu ponad dwustu lat kształtowało przestrzeń i krajobraz miasta, wpływało na procesy gospodarcze, administracyjne i społeczne.
Hutnicze miasto odbierało się wszystkimi zmysłami dlatego zarówno pamięć mieszkańców, jak większość ulic, placów i budynków jest w Chorzowie naznaczona hutą. Dziś nie zawsze potrafimy odczytywać zapisaną w przestrzeni miasta historię. Ogniste znaki przeszłości nie są już tak wyraźne. Mimo to, dzięki wiedzy, wspomnieniom i emocjom wciąż możemy podążać ich śladem. Zapraszamy zatem na wędrówkę Hutniczym Szlakiem Spacerowym.
Technika i codzienność huty w jednym miejscu. Muzeum Hutnictwa od 2021 r. chroni materialne i niematerialne dziedzictwo hutnictwa. Równolegle opowiada historię regionu i miasta.
Pierwsza świątynia Królewskiej Huty, wzniesiona w 1844 r., według projektu Augusta Sollera (ucznia Karla F. Schinkla). Neogotycka bryła z dwiema wieżami i rozetą zamyka perspektywę ul. 3 Maja; kościół stoi na terenie XIX-wiecznego cmentarza, w sąsiedztwie huty. Nazwa upamiętnia królową Elżbietę Ludwikę Wittelsbach.
Znajdujemy się u źródeł przemysłowego miasta, dawnej Królewskiej Huty. To tu od 1802 r. biło jedno z przemysłowych serc całego Śląska. Postawały tu nie tylko szyny i elementy konstrukcji budynków, ale znane w całej Polsce i poza jej granicami tramwaje. Tu również, w niepozornym budynku osiedla robotniczego narodziła się prawdziwa sztuka.
Najstarszy katolicki kościół Królewskiej Huty. Kamień węgielny wmurowano 31 sierpnia 1851 r. Poświęcenie nastąpiło 21 listopada 1852 r. Świątynię wielokrotnie rozbudowywano; obecną formę nadano jej w latach 1894–1896. Bryła łączy formy neoromańskie i neogotyckie, z charakterystyczną wieżą i wydłużonym prezbiterium. Od północy przylega cmentarz, od wschodu dom parafialny.
Odcinek dawnej trasy Bytom–Gliwice, ważnej dla powiązań Huty Królewskiej z Królewską Odlewnią Żeliwa. Od końca XIX w. biegną tędy tory tramwajowe na trasie Bytom–Gliwice. Ulicę kształtowali lokatorzy mieszkań robotniczych, drobni handlarze i usługodawcy. To przestrzeń, w której przemysł, komunikacja i codzienność przenikały się na każdym kroku.
Po stronie parzystej ul. 3 Maja pierwszą przecznicą jest ul. Kalidego, to tam pod nr. 1 stoi najstarszy zachowany dom z początków kolonii robotniczej Królewskiej Huty. Tu urodził się rzeźbiarz Theodor Erdmann Kalide, autor m.in. Chłopca z łabędziem.
Chorzów jest miastem z drapaczem chmur, Irysami i Dżemem… a do tego jedną z ikon polskiej moderny. Żeby to wszystko zrozumieć trzeba nie tylko rzucić okiem na kolejny ze szlakowych murali, ale przespacerować się wraz z nami słynną chorzowską „Wolką”, czyli ulicą Wolności.
Witajcie w centralnym punkcie Chorzowa. Ta stosunkowo niewielka przestrzeń mieści w sobie wiele opowieści o dawnej potędze rozwijającego się miasta – administracyjnej, politycznej i przemysłowej. Do tej ostatniej nawiązuje mural na ścianie budynku przy ul. Rynek 7 przedstawiający nieistniejące już charakterystyczne kominy – nieformalny symbol hutniczego Chorzowa. „Po sąsiedzku” możecie natknąć się na ojca całego górnośląskiego przemysłu, który zameldował się tu na „pobyt stały”.
Śródmiejski park, miejsce codziennych spacerów i krótkich postojów. Nazwa przypomina o hutniczym rodowodzie miasta i jego mieszkańców. W obrębie parku stoi dawna willa dyrektora Huty „Królewskiej”. Układ alejek i nasadzeń zachowuje wypoczynkowy charakter miejsca.
Urokliwy fragment śródmieścia z zachowanym układem zieleni i zabudowy. W jego centralnej części, znajduje się rzeźba Chłopiec z łabędziem autorstwa Theodora Erdmanna Kalidego. Nad placem góruje wieża kościoła św. Antoniego, który zamyka jego perspektywę. Całość tworzy spójną, spokojną przestrzeń o wyjątkowym charakterze.
Choć huta to czerwienie i pomarańcze rozgrzanych pieców martenowskich, to od ponad stu lat hutnicze serca przynajmniej raz w tygodniu przybierają barwę niebieską. Eksplozje radości wydobywające się stąd mocą tysięcy kibicowskich gardeł jako jedyne mogły zatrząść chorzowskimi domami skuteczniej niż młoty Huty Batory.
Kolejny szlakowy mural oznacza, że wkraczacie do królestwa legendarnej Huty Batory. Tu granice pomiędzy miastem, a industrią w jej najcięższym wydaniu zacierają się na każdym kroku. Skoro jednak królestwo, to musi być prowadząca do niego warowna brama. W tym przypadku to wiadukt linii kolejowej i stacja Chorzów Batory, która dla wielu przybyszy stała się symbolicznym początkiem nowego, hutniczego życia.
Ulica o dawnym robotniczym charakterze, stanowiąca część historycznych Wielkich Hajduk. Mural przypomina o codziennym życiu mieszkańców związanych z Hutą „Batory”. W sąsiedztwie znajdował się szpital zakładowy oraz niewielki plac, niegdyś popularne miejsce spotkań. To przestrzeń, w której praca i życie toczyły się obok siebie.
Kolejny mural to oczywiste odwołanie do działającej w tym miejscu stalowni. Właśnie tu powstawała stal, z której wykuwała się legenda huty Bismarck/Batory i późniejszego Chorzowa Batorego. Ale dla tożsamości dzielnicy ważne są również narodziny innej legendy, do których doszło w blasku hutniczych pieców i oparach zakładów koksochemicznych.
Malowidło ścienne przedstawia muzyka hutniczej orkiestry zakładowej, jednego z symboli tradycji Huty „Batory”. Przez dziesięciolecia orkiestra towarzyszyła uroczystościom, pochodom i codziennemu życiu dzielnicy. Postać muzyka przypomina, że huta była nie tylko miejscem pracy, ale także źródłem wspólnoty i lokalnej kultury.
Czy wystawne wille dyrektorów i osiedla robotnicze, w których meble drżą od każdego uderzenia młota z pobliskiej kuźni mogły ze sobą współistnieć? Mogły, tym bardziej, że posłowie na sejm, hutnicy i legendy reprezentacji Polski w piłce nożnej chadzały tu po tych samych ulicach…, a wszystkiemu przypatrywał się sam Święty Florian.
Czym był hutniczy dom i jak w ciągu siedemdziesięciu lat zmieniały się osiedla w robotniczym mieście? Czy legendarnego rotmistrza Pilecki faktycznie coś łączy z Chorzowem i czy najnowszy i zarazem najbardziej intrygujący chorzowski pomnik ma z tym coś wspólnego?